Osoby rozpoczynające swoją przygodę z językiem japońskim często nie znają jeszcze hiragany, katakany i kanji (trzech współistniejących w nim systemów pisma) na takim poziomie, by sprawnie się nimi posługiwać. Dlatego wiele z nich zaczyna od rōmaji, czyli zapisu japońskich słów przy pomocy alfabetu łacińskiego. Najpopularniejszym sposobem jest transkrypcja Hepburna. Powstała w 1885 r., ale pierwszy raz została przez niego wykorzystana w słowniku japońsko-angielskim, wydanym rok później. Japończykom również zdarza się używać takiego sposobu zapisu. Przede wszystkim, aby pomóc obcokrajowcom, dlatego zazwyczaj w rōmaji zobaczymy nazwy stacji metra, sklepów czy popularnych ulic.
Transkrypcja Hepburna została stworzona z myślą o osobach anglojęzycznych, dlatego niektóre z liter odczytuje się właśnie jak w języku angielskim. Na szczęście zdecydowaną większość z sylab wymawiamy tak, jak podpowiadałaby nam mowa polska. Zaczynając od początku obu sylabariuszy, samogłoski – a, i, u, e, o – brzmią tak, jak w polszczyźnie. Podobnie zresztą jak wiele sylab, np. ka, ki, ku, ke, ko. Różnica w wymowie pojawia się wraz z literami y, w oraz r.
Japońskie r zalicza się do spółgłosek uderzeniowych (flap), w których język tylko przez moment wykonuje ruch (przypominający uderzenie) w efekcie na moment dotykając podniebienia. Nie jest to znane przez Polaków mocne i wyraźne r.
Niektóre z sylab wyróżniają się wśród innych. Są to shi, chi, fu oraz samodzielnie stojące n.
Shi odczytujemy miękko – si. Taka sama sytuacja jest z sylabą chi, która powinna brzmieć ci. Fu wymawiamy odrobinę inaczej niż podpowiada intuicja. Należy zostawić przerwę pomiędzy zębami, a dolną wargą. W języku polskim przy mówieniu litery n do górnego podniebienia podnosi się tylko przód języka. Japończycy z kolei wykorzystają wtedy jego tylną część.
Do niektórych z sylab można dodać „utwardzenie” (jap. nigori), czyli dwie małe kreski, które zmieniają dźwięk na „twardszy”. Przykładowo: か – が (ka – ga), た – だ (ta – da). Analogicznie s zmieni się w z (czytane jak nasze z lub dz – w zależności od mówiącego). H wraz z utwardzeniem odczytamy jako b. Warto zwrócić uwagę na to, co dzieje się z sylabami shi, chi oraz tsu, kiedy dodamy do nich nigori.
Oprócz tego sylaby rozpoczynające się na literę h możemy zmienić. Aby to zrobić, wystarczy dodać do nich małe kółeczko. Wtedy h będziemy czytać jak p: は – ぱ (ha – pa). Sylab zaczynających się na litery n, m, y, r oraz w nie utwardzamy.
Co jednak ze słowami, w których nie jesteśmy w stanie zauważyć znajomych nam zgłosek, na przykład w słowie okyaku (tł. klient, gość)? Dzieje się tak, kiedy sylabę kończącą się na literę i zestawimy z którąś z tych: ya, yu, yo.
Na przykład:
ki + ya = kya (czyt. kja)
pi + ya = pya (czyt. pja)
Dźwięki shi oraz chi znowu są wyjątkami, ponieważ, gdy połączymy je z wyżej wypisanymi sylabami, znikają obie litery: i oraz y.
chi + yu = chu (czyt. ciu)
shi + yo = sho (czyt. sio)
W innych państwach sztuka ta ma wielu entuzjastów. Na całym świecie odbywają się warsztaty oraz wystawy jej dotyczące.
Znaczenie kaligrafii do tej pory pozostaje duże, zmienia się ona odpowiednio do czasów, w których jest wykorzystywana, jednocześnie utrzymując podstawowe zasady sprzed tysięcy lat. Aktualnie działa jak pewnego rodzaju most – łączący przeszłość i teraźniejszość, jednocześnie umożliwiając ludziom na całym świecie wyrażanie siebie.
Czasami w słowach pojawia się podwojenie spółgłoski, np. kippu (tł. bilet).
Aby poprawnie je wypowiedzieć, po prostu “zatrzymujemy” się w trakcie mówienia takiej spółgłoski, co sprawia że brzmi na dłuższą. Jednym wyjątkiem w transkrypcji takich słów jest podwojenie sylaby cha. Dobrym przykładem słowa, w którym można to zaobserwować jest matcha (sproszkowana zielona herbata). Jak widać, zamiast podwojenia litery c, wstawiamy tam t.
W transkrypcji Hepburna przedłużenia w większości przypadków zaznaczamy poziomą kreską nad odpowiednią literą. Na przykład w słowie jugyō (zajęcia) przedłużamy o. Są jednak wyjątki od takiego zapisu. Można spotkać się ze sposobem wydłużenia o poprzez postawienie obok litery u: jugyou. Kolejnymi przykładami odejścia od reguły są: samogłoska i, którą wydłużać będziemy poprzez jej dwukrotne zapisanie, np. kawaii (uroczy) oraz e, do którego przedłużenia potrzebne będzie nam i, tak jak w wyrazie sensei (nauczyciel).
Jak widać, wymowa języka japońskiego nie powinna być dla Polaków problemem.
Rōmaji może wydawać się skomplikowane, ale na początku nauki bywa łatwiejsze niż używanie sylabariuszy i znaków. Nie należy jednak zostawiać nauki pisma japońskiego na później. Im szybciej nauczymy się pisać poprawnie po japońsku, tym szybciej będziemy czuć się komfortowo, korzystając z tego języka.